środa, 23 grudnia 2015

TROOOOOOLLLLLLLLL!

Tamten rozdział ( John Cena ) To był trolling moi mili! Wierzyliście, że to na serio?! O bosh.... XD Będzie 2 WERSJA tego rozdzialiku, a na razie zwijajcie się z nie-śmiechu nad tamtym (nie)komicznym rozdziałem!

sobota, 28 listopada 2015

Zapowiedź

Heja, tu wasza autorka...jak mi nie wierzycie zróbcie testy DNA XD.
Tak serio. NOWY ROZDZIAŁ NIEDŁUGO! Kiedy dokładniej? Przed Wigilią. Może trochę później...hahaha...nabraliście się! Będzie na 100% przez Świętami. Ciesz się zacny ludzie.
~Billacz

sobota, 21 listopada 2015

End...

Gravity Falls się kończy...po ostatnich 2 odcinkach, które już niedługo zostaną nam ujawnione będzie wielki END. Forever... Zapalmy znicze!
[*]

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 7 - Umowa?

"Dawniej istniała jedynie ciemność, bez kształtu...bez emocji.Lecz czas wszystko zmienia, lata kształtowania tej nicości przemieniły ją w wszechobecną energię, moc tworzenia.W przeciągu następnych tysięcy, a nawet milionów lat stworzyła ona wszechświat, a na jego czele postawiła Słońce, zwane inaczej niebem, to właśnie ono stało się klejnotem koronnym istnienia.", czytał Dipper.

-Same bzdury.-Zimny dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa chłopca gdy zorientował się, że ktoś zagląda mu przez ramie.Odwrócił wzrok.

-Tak, Grunkle Stanku?-Zaśmiał się nerwowo, czuł, że ma przechlapane.

-Powinieneś brać się do roboty, zamiast czytania tych dennych książeczek, w których nie zapisano słowa prawdy.-Stwierdził poprawiając okulary.Dzieciak westchnął i zamknął tomiszcze.

-Wujku?Czy gdybyś chciał coś zdobyć, tak...bardzo, to czy, no, sam nie wiem...zawarłbyś pakt?-Przełknął gulę która powstała w jego gardle.

-Nigdy.Wolałbym sam poszukać odpowiedzi, nie ważne jak trudne byłyby poszukiwania, niżeli zdobyć ją łatwo, a za wielką cenę.-Odparł jakby od niechcenia.

-Och...to świetnie!-Uśmiechnął się sztucznie dwunastolatek.

-Więc powiedz mi, co zaproponował ci ten jednooki wymoczek?-Szatyn skrzywił się, Stan był zbyt bystry.

-Nic, po prostu pytam.-Nie potrafił kłamać lecz próbował.

-Nie jesteś ze mną szczery, a może to ty chcesz go wezwać?-Zmarszczył brwi, a kilka jego siwych włosów opadło mu na nos.po chwili roześmiał się i poczochrał bratanka po głowie.-Że też mi odbija na starość!Nie jesteś aż tak głupi by się zgodzić na układy z nim!Prawda...?Tak czy inaczej, ufam ci, Dzieciaku i mam nadzieję, że nie popełnisz błędu.-Chłopak mógł odetchnąć z ulgą, koniec końców wiedział, że pakt z Billem był ostatecznością ...bo gdy raz się go zawrze - nie ucieknie się od niego, jego złamanie ma cenę, a tą cena jest życie.

Tego dnia chata była wyjątkowo zatłoczona, Wendy, Dipper i Mabel ledwo wyrabiali się z robotą, jednak Stanford był zadowolony z biegu wydarzeń.Gdy zamykali zaczął liczyć pieniądze, postanowił wynagrodzić bratanką ciężką pracę, zabierając ich na kolację do Lazy Susan, ruda zabrała się z nimi.

Naleśniki z syropem klonowym były jak zwykle pyszne, bliźniaki, Wandy i Wuj zajadali między rozmowami.Rudowłosa przyznała, że wepchnęła jakiemuś naiwniakowi swoje stare skarpetki, wmawiając mu, że to dar od "Skarpetkowego Skrzata", wszyscy wybuchli śmiechem.

-...a on wtedy wytrzeszczył gały tak mocno!Myślałam, że zaraz wylecą mu z orbit!-Dławiła się kęsami jedzenia.

-Jak on mógł w to uwierzyć?Naiwniak!-Zarechotał sześćdziesięciolatek, a Mabel i Dipper mu zawtórowali.Dziewczyna odziana w różowy sweter z pomarańczowymi elementami i wzorkami pod pretekstem, "przypudrowania noska" popędziła do toalety.

Weszła do małego pomieszczenia w którym mieściły się trzy kabiny, umywalka i ogromne lustro.Spojrzała w swoje odbicie, za nią znajdowała się środkowa kabinka, jej drzwi otworzyły się na oścież.W środku, , na zamkniętej klapie siedział nie kto inny jak...Bill.Dziewczyna zrobiła pół piruet w miejscu by spojrzeć mu w twarz.

-Co ty tu robisz pajacu?!-Chciała rzucić mu się na szyje.

-Shooting Star!Jak zwykle urocza!-Zaśmiał się perliście.Zwykle misternie ułożone włosy, teraz opadały na jego twarz, co dodawało mu "zwierzęcego uroku". Złote oko zabłyszczało przez sekundę błękitem.Demon wstał i podszedł do zdenerwowanej małolaty.Gdy zbliżył swoją dłoń do jej policzka ta odepchnęła ją i kopnęła go w krocze.Mężczyzna jęknął cicho i upadł na kolana by dostać od niej z liścia w twarz.

-Nie ładnie, My Pet.-Podkreślił ostatni wyraz.

-"Pet"?Wolne żarty!-Zadrwiła.Zauważyła, że jej przeciwnik stał się czerwony, jego ślepie, teraz promieniste, wyrażało furię.Toaleta zapłonęła niebieskim ogniem.Szatynka pisnęła tylko gdy zobaczyła, że drzwi zniknęły.Wszystko zadrżało, Mab zacisnęła powieki, gdy otworzyła oczy znajdowała się w...francuskiej restauracji na wieży Eiffla, siedziała przy stoliku na przeciw złotowłosego.

-Zabrałeś mnie do...Mindscape'u?-Syknęła.

-Owszem, chciałem z tobą spokojnie porozmawiać.-Wytłumaczył.

-Czy ty zdajesz sobie sprawę, z tego jak bardzo cię nienawidzę?-Uśmiechnęła się ze wstrętem.

-Ranisz mnie, mógłbym ci przecież dać wszystko czego zapragniesz!-Udał, że zabolały go jej słowa.

-Za cenę duszy, ciała, a może śmierci moich najbliższych?-Zaśmiała się zirytowana.

-To tylko szczegóły!Pomyśl...mogłabyś być czczona, ubóstwiana, kochana...i adorowana.-Zamruczał.

-Wo, wo, wo!Czekaj!Po pierwsze - jesteś dla mnie za stary o jakieś kilka miliardów lat, po drugie...powaliło cię?!Jesteśmy wrogami!Przeliterować ci to, a może wyjaśnić znaczenie?-Warknęła.

-Nie przeceniaj się, Pet.Nie chodziło mi o mnie.Nie zdajesz sobie sprawy jak prosta jest manipulacja...?Mermando, tak?-Wspomniał o dawnej miłości szatynki, syrenie, któremu pomogła wrócić do morza.Wiedział, że gdy wypowie to imię, ona zmięknie.Nie mylił się, dwunastolatka zaniosła się płaczem.

-Dobrze wiesz, że on ma zonę!-Wydusiła, a ten objął ją i poklepał pocieszająco po plecach.-I kocha ją...-Dodała by nie było wątpliwości.

-To da się zmienić, potrzebuję jedynie kropli twojej drogocennej krwi, daj mi ją, a spełni się twój najskrytszy sen...on będzie miłował ciebie, a nie ją...-Kusił załamaną nastolatkę.

-N-na prawdę?-Wydukała przez zapchany nos.

-Tak...czy ja bym cię okłamał?Takie biedne, niewinne dziecko?-Miał ochotę się zaśmiać gdy to mówił.-To stanie się pojutrze...będziesz wiedziała o jakiej godzinie i w jakim miejscu.Tam udzielisz mi ostatecznej odpowiedzi Shooting Star.-I zniknął, tak samo szybko jak się pojawił.Mabel otrząsnęła się, znów była w zwyczajnej łazience...wróciła do reszty, musiała to wszystko jeszcze raz przemyśleć...

***

W koszmarach Dippera także pojawił się Dream Daemon.Zaproponował chłopcu odpowiedzi na pytania względem autora dziennika i mitycznych stworów zamieszkujących te ziemię.

-A wiec jednak nie powiedziałeś mi prawdy, tam w piwnicy.-Domyślił się chłopak z ponurym uśmieszkiem na twarzy.-Byłem taki głupi...

-Myślałeś, że udzieliłbym komuś tak istotnych informacji za darmo?Nie rozśmieszaj mnie!Pojutrze.Będziesz wiedział gdzie i kiedy.Nie spóźnij się, Little Pine Tree.Zbyt wiele od tego zależy.-W tej samej chwili sen dwunastolatka został przerwany przez jego własny krzyk.

-Zobaczymy Cipher.-Szepnął.Teraz był pewien, że ufanie temu potworowi to największy błąd...

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 6 - Sekrety Skryte Za Sekretami



Słońce zostało przysłonięte chmurami, paskudna pogoda...szkoda - przecież to weekend.
Jednak bliźniaki nie przejęły się tym zbytnio.
Mabel jak zwykle entuzjastycznie podeszła do sprawy i postanowiła zaprosić do domu przyjaciółki, a Dipper całkowicie oddał się dziennikowi.Stan natomiast zajął się oglądaniem telewizji.
Candy i Grenda przyniosły ze sobą pełno romansideł, kosmetyków i ubrań.
-Bleee...-Wzdrygnął się chłopak na ten widok.
Najbardziej nie podobała mu się wizja farbowania mu włosów za pomocą różowej bibuły, musiał stamtąd uciec...ale dokąd?!
W tym czasie dziewczyny omawiały ważne kwestie, w końcu z ust Can wydobyło się zasadnicze pytanie.
-Mabel, skarbie!Coś ty taka ponura?-Zagadnęła poprawiając okulary.
-No bo...Dip jest jakoś ostatnio nie w sosie i nie rozumiem czemu!-Szepnęła by nikt poza czarnowłosą nie usłyszał.
-To chłopak!Może chodziło o dorastanie?-Zachichotała największa z nich.
-Może i tak.-Stwierdziła piwnooka nie chcąc zepsuć pozostałym zabawy.
Popołudnie minęło szybko i spokojnie, no prawie...Dipper starał się ignorować natrętne dziewczęta, lecz to było prawie niemożliwe!
Jego jedyną opcją było teraz zejście do piwnicy, tam będzie mógł w spokoju poczytać.A przy okazji - jego uszy nie zwiędną od słuchania głupich pogaduszek.
-Fakt, Shooting Star i jej...znajome są czasem irytujące.-Mruknął leżący na kanapie blondyn.
-Skąd się tu wziąłeś?!-Syknął szatyn kierując się do drzwi, zatrzaskujących mu się tuż przed nosem.
-Zobaczyłem otwarte okienko!Pragnąłem jedynie schronić się przed tą zawieją!Nie miałem złych zamiarów, słowo!-Skrzyżował palce za plecami.
-Ty zawsze masz złe zamiary, Cipher!-Mruknął chłopak próbując przekręcić gałkę.-Idę do Grunkle Stana!-Nie mógł otworzyć.
-Nic z tego, Mój Słodki, Naiwny Little Pine Tree.Teraz mam okazję porozmawiać z tobą twarzą w twarz.-Jego oko powiększyło się znacznie.Znalazł się u boku dwunastolatka.Ich lica były blisko, zbyt blisko.Młody Pines zaczął oddychać szybciej, gdy jego przeciwnik przyciągnął go do siebie.-Jesteś podobny do swojej prababki.Do prawdy...w twych oczach widzę swą czarną duszę, ona także potrafiła ją ujawnić...-Ich nosy się stykały.
-Ty nie posiadasz duszy...i skąd znasz moją prababcię?-Jego głos brzmiał jakby chciał udusić Billa.
-Każdy ma coś w sobie, nawet ja.I skąd ją znałem...jakby to...-Zakłopotany mężczyzna puścił szatyna.-Byłem jej drugim mężem.-Podrapał się po karku z głupkowatym śmiechem.
-Nie wierzę ci!Łżesz jak pies!Nikt z mojej rodziny by się z tobą nie spoufalił.Może mi jeszcze powiesz, że jesteś moim pradziadkiem?Zabawne, na prawdę!PRZEKOMICZNE!-Odrzekł oschle Dipper.
-Skądże znowu?!Twoim przodkiem jest ścierwo, które wbrew woli Alishy pozbawiło ją czystości.Zabiłem go za to, ukrywaliśmy o do pewnego momentu...urodziła jego dziecko, ojca nie było.Spytano co się z nim stało...Odpowiedziałem ze śmiechem, że go ukatrupiłem.Dopadły mnie konsekwencje w postaci wody święconej i spalenia na stosie mej najukochańszej.-Na jego twarz wparował grymas bólu , bez wątpienia demon czuł się winny.
-To nie jest prawdą!Nie jest!Wiedziałbym gdyby coś takiego miało miejsce...-Upierał się piwnooki choć wcale nie był tego pewien.Słowa Dream Daemona mogły być równie dobrze szczere.Nie!Jemu nie wolno ufać!NIKOMU NIE WOLNO UFAĆ!NIKOMU!
-Chciałem tylko byś to wiedział.Muszę ci wyznać, że twój widok mnie uszczęśliwia, My Little Kid.W sumie to ja bardziej jestem twoją rodziną niż on...Przypominasz mi ją we wszystkim, od aparycji po zainteresowania.Jednak nadal chcę jej tylko jej.-Zniknął i zmaterializował się na sofie.Dipper z lekką obawą zszedł po schodach i usadowił się obok blondyna, ten uśmiechnął się sztucznie.Lecz nabrał chłopaka.
-A więc jednak...
-Nie mogę ci wierzyć ale mam wiele pytań do ciebie.-Wytłumaczył się szatyn spuszczając wzrok.
-Hmm...?O co chciałbyś zapytać?-Przez chwilę wydawał się szczerzyć niczym psychopatyczny morderca.
-Czemu akurat teraz zmieniłeś się w człowieka?-Oparł się o poduszkę leżącą obok.
-Ponieważ to ciało jest wygodne.Bardziej...uniwersalne w tym świecie, łatwiej nawiązywać kontakty, mogę chodzić...tęskniłem za tym.-Wszystko szło godnie z planem.
-A czemu to miasto jest takie...nietypowe?-Zmarszczył nos.
Na kolejna pytanie także odpowiedział kłamstwem.
-Zostało zbudowane na terenie nazywanym "Gruntem Edenu". To takie święte miejsce, właśnie tam powstały wszystkie gatunki tego świata.Większość tu została.-Łgarstwa przychodziły mu tak łatwo jak nikomu innemu.
-Ciekawa spekulacja...-Stwierdził jego rozmówca.Jednak...chciał wiedzieć więcej.W końcu spytał się, kto był autorem dziennika.Nie otrzymał odpowiedzi...Po długiej konwersacji zasnął wtulony w Ciphera, który zaśmiał się maniakalnie.
-Jeden już zatopiony...teraz ty Słodka Shooting Star...czas pokarze czy skusi cię zakazany owoc.-Jego śmiech stał się jeszcze bardziej paskudny.W końcu rozpłynął się pozostawiając wszystko tak jakby nigdy nie było go w owej piwnicy, jakby nie rozmawiał z młodym Pinesem...Jakby nie istniał.

niedziela, 5 lipca 2015

Rozdział 5 - Obietnica



-Los bywa okrutny...", pomyślał Bill.Wspomnienia nacierały na niego.Bliźniaki były tak podobne do jego ukochanej, szczególnie Dipper.Mimo, że był chłopcem miał w sobie więcej prababki niż siostra.Ona nie była tak zamknięta w sobie i nieufna, wręcz przeciwnie.Mabel była wulkanem energii!Ufała prawie każdemu i nie potrafiła się skupić na jednej, określonej czynności.
Nie umiała tak zaleźć za skórę jak ten wredny, Little Pine Tree!Ten który krzyżowała plany Ciphera, ten który był przeszkodą na jego drodze i jego największą słabością...ponieważ spoglądając w jego oczy demon dojrzeć potrafił swą wyblakłą duszę, a właściwie jej resztki...to co po niej zostało.Wstrętny, obrzydliwy wrak, którym był on sam.
***
Gdy jutrzenka rozjaśniła niebo powieko siedemnastolatki wystrzeliły w górę.Ten dzień był wyjątkowo radosny, słoneczne promienie grzały jej skórę.Po nieboskłonie nie płynęła ani jedna chmurka, a wszechobecny zapach kwiatów polnych wydawał się wyraźniejszy niż zwykle.
Dziewczyna zakryła dłonią usta gdy po otwarciu szafy ujrzała piękną, złotą suknię na której leżała mała karteczka.Od razu przeczytała wiadomość.
"Twój uśmiech jaśnieje światłem tysiąca słońc,
a twój śmiech jest niczym śpiew syreny kuszącej żeglarzy.
Chcę oddać ci wszystko bo bądź, co bądź...
Twe serce od dawna mi się marzy...
Ukoronujmy spotkaniem ten dzień,
niech kłania się przed nami świat,
tam gdzie księżyc góruje od tysięcy lat..."
-Matko przenajświętsza...-Długowłosa uroniła łzę szczęścia.Założyła jedną ze swych starych sukien by nie budzić kontrowersji.Poza tym pragnęła by pierwszą osobą jaka ją ujrzy w złocie będzie jego właściciel.
Zamknęła garderobę i popędziła i zaczęła się czesać.Miasteczko to było nieco...zacofane w stosunku do reszty świata.Dzieliło ich około sto lat różnicy, czemu?Tego nikt nie wiedział.To trochę jak jakaś magia...Miasteczko było odizolowane od świata, nikt nie przyjeżdżał i nikt nie wyjeżdżał.Najnowszym cudem techniki był tu telefon, a mowa wydawała się...średniowieczna.Jednak nikomu to nie przeszkadzało, mieszkańcy żyli w zgodzie z naturą, wszyscy prócz Northwestów.Oni zawsze przechwalali się technologią, opowiadali o wojnie...właśnie.Bitwy co dziwne omijały tą miejscowość, były jakby odrzucane polem siłowym.Zawsze nad tym myślała, interesował ją świat poza...jednak matka nie pozwalała jej wyjechać.Poszła pomóc przy śniadaniu.Zastanawiała się czy nie byłoby lepiej uciec z domu i żyć jak reszta społeczeństwa...Nagle napadła ją przerażająca myśl - okno było otwarte, przeszedł przez nie Bill...a co by było gdyby zrobił to ktoś inny?Mógł to być morderca, złodziej...Skusiła los!
"Oh, niemądra!Niemądra...Co byś zrobiła gdybyś obudziła się bez grosza przy duszy?Lub w cale...?", była bliska płaczu..."Jak można być aż tak nieodpowiedzialnym?!", skarciła się w duchu.
Westchnęła ze swojej bezradności i obrzuciła smutnym wzrokiem siwą, uśmiechniętą kobietę.Nie darowałaby sobie gdyby przez jej niekompetencje ona ucierpiała...
Cały ranek zadręczały ją ponure wizje, a dzień zapowiadał się tak pięknie!
Po obiedzie złapała za płaszcz i schowała pod nim suknie.
Pospiesznym krokiem popędziła do miejsca nad którym nocą wisi księżyc...pod stara sekwoje.
Mężczyzny nie było jeszcze na miejscu, co Pieceheart wykorzystała.Zrzuciła z siebie łachmany i powoli zaczęła zakładać na siebie szykowną suknię, ostrożnie - jakby bała się, że chwila nieuwagi, a strój leżałby w strzępach.Nagle poczuła, że ktoś zapina jej suwak na plecach.Spąsowiała, wiedziała kim była ta jakże "pomocna" osoba.
-Pięknie wyglądasz Alisho...podkreśla twój kolor oczu.Takie ubrania noszą teraz kobiety...proste.Szykowne...bez zbędnych kokard i ozdób...jednak uwydatniające sylwetkę.Kocham w ludziach ich pomysłowość.-Objął ukochaną od tyłu, suknia opinała się ciasno wokół jej smukłej talii i kobiecych krągłości.
-D-dziękuję.-Wydukała zakłopotana.Nie wiedziała czy jest szczęśliwa czy wściekła.Przecież on mógł zobaczyć ją nago!Mimo tego jego słowa były takie miłe i ciepłe...i mogła dowiedzieć się czegoś o "normalnych" ludziach.
-Nie ma za co...chciałem ci coś pokazać.Ostatnio wspominałem, że ten las jest nieciekawy?Mówiłem prawdę...jest nieciekawy jeśli ma się zamknięte oczy...pomogę ci je otworzyć.-Rzekł z tajemniczym uśmiechem.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-Uniosła brew.
-To...-Wpił się w jej usta.Ona chciała się wyrwać z jego uścisku lecz był zbyt silny.Zamknęła oczy, gdy je otworzyła zauważyła, że jego skóra lekko promieniuje złotem.Jego oko było teraz wściekle błękitne.
-C-co się stało?-Zapytała.
-Teraz widzisz wszystko to co ja widzę...widzisz prawdę.-Odrzekł.Usłyszała szelest, zza krzaków wyskoczył królik, który po chwili zaczął zmieniać swój wygląd...to był gnom.Siedemnastolatka pisnęła.Cipher przytulił ją.-Ni bój się...-Szepnął jej do ucha.
-Nie boje się...to jest przepiękne...ale im ty jesteś?-To pytanie uderzyło w niego ze zdwojoną siłą.-Czarodziejem?
-Raczej...demonem.-Po tych słowach uśmiech zrzedł na jej ustach.Odsunęła się od niego.-Proszę, My Lady...nie chcę zrobić ci krzywdy...Prawdą jest, że ma natura nie jest ludzka, lecz ja też potrafię kochać!-Rzekł smutnym głosem i złapał jej dłoń.Przyłożył ją do swojej piersi.-Nie czujesz, że moje serce bije?Jesteś mą miłością Alisho!Od dnia twoich narodzin obserwowałem cię, wiem, że ty też darzysz mnie sympatią!-Zbliżył swoje usta do jej lica.
-Od dnia moich narodzin, mówisz?-Schowała twarz w jego ramionach.Czy to prawda, że słyszała kiedyś jego głos i widziała oblicze...?
--Twoja matka była martwa, miałaś dołączyć do niej u bram niebios...moje serce krajało się, gdy to obserwowałem.Postanowiłem pomóc tej niewinnej istotce...Zaniosłem ja do najbliższej chaty i od tego czasu ją obserwowałem pod przysięga, że jeszcze się spotkamy.Dotrzymałem obietnicy.-Skończył i uśmiechnął się delikatnie.
***
-Więc ocaliłeś mnie?-Kąciki ust Pieceheart uniosły się nieznacznie.Rozmówca przytaknął.Od tamtej pory kochankowie żyli wspólnie w sekrecie.Ich zauroczenie kwitło niczym krzew róży.
Bill spełniał życzenia ukochanej, a ona miłowała go ponad siebie.Całe dnie przesiadywali na leśnej polance.Po pewnym czasie z prośby piwnookiej las stał się domem różnych stworów...teraz tylko były one widoczne dla każdego.
Nie ważne czy to krasnal czy też smok...
Wszystko zmieniło się gdy przybrana matka młodej kobiety postanowiła wydać ją za mąż.Jej małżonkiem miał zostać zamożny malarz.
-Ja go nie kocham!-Krzyknęła.
-On może ci zapewnić godne życie!-Pięćdziesięciolatka nie miała zamiaru się poddawać.Na Boga!Czy jej córka nie rozumiała, że ona chce dla niej jak najlepiej?
-Ale ja mam już narzeczonego!-Poczerwieniała.Źrenice jej matki rozszerzyły się.
-C-co?-Zdziwiła się.Czy ona o wszystkim dowiadywała się ostatnia?
-Ja i Bill zamierzamy się pobrać!-Rzekła głosem nieznającym sprzeciwu.
-Kim jest ten mężczyzna?-Spytała siwowłosa.
-Dowiesz się w swoim czasie!
-Jeśli nie masz zamiaru odpowiedzieć swojej matce, dobrze!W takim razie wydam cię już jutro!-Postanowiła staruszka.
-Mamo?!Nigdy się na to nie zgodzę!-Partnerkę demona zamknięto na strychu.Padła z płaczem na łoże.Nie chciała kochać nikogo innego jak tylko Ciphera...Jej policzki były mokre, musiała coś zrobić!Ale co...?Została uwięziona.Nie miała szansy na ucieczkę.Mogła tylko czekać do dnia jutrzejszego...
Dream Daemon czekał na nią...Jednak nie przychodziła.Następnego dnia także...i następnego...w końcu postanowił złamać daną jej wcześniej obietnice i pójść do jej domu.Nie zastał jej, jednak dowiedział się, że ona...ma już kogoś.Wściekł się i popędził do jego posiadłości.Gdy ukochana go zobaczyła rzuciła mu się w ramiona z płaczem co wyraźnie nie spodobało się człowiekowi stojącymi w drzwiach.
-Nie udało mi się...przegrałam...Już nie mogę być twoja!-Piszczała.
-Ciii...nic się nie stało!Zlikwiduje tego człowieka...i będziesz wolna.-Zamruczał blondyn.
-Oskarżą cię o morderstwo...-Wyszeptała.
-To zwykli ludzie...nic mi nie zrobią.-Odparł.I zrobi to.Ukrywali to przez kilka miesięcy aż pewnego dnia kobieta zaczęła rodzić...to było dziecko martwego człowieka.Nie było innej opcji.Trzeba było ją zabrać do lekarza.Gdy spytał złotookiego gdzie ojciec on odparł : "Przewraca się w grobie".
-A co się stało?-Zmarszczyła brwi położna.
-Zabiłem go.-Zaśmiał się zażenowany demon.
Nie spodziewał się, że może mu coś się stać...to był jego błąd.Ledwo uniknął śmierci, polano go wodą święconą i pozostawiono umierającego z nadzieją, ze wyzionie ducha...
Szatynka została spalona na stosie, a w ostatnich słowach obiecała, że nie wybaczy mieszkańcom Gravity Falls.Palona była na balach ze ściętej sekwoi...Nazwano ją Alishą Pines - wiedźmą leśną czy też złą driadą.Zrodzona i zgładzona pod sosną...jej potomek przeżył....Gdy demon i jego partnerka, ci którzy utrzymywali magię tej ziemi w ryzach odeszli, potwory zbuntowały się przeciw istotą ludzkim...
***
-Czas mojej zemsty nadchodzi.Rozerwę dla ciebie wrota piekieł i niebios!My Lady...będziesz jednak musiała się dowiedzieć, że wraz z tobą spłonęła ma dusza...-Błękitny płomień spowił zdjęcie...Zmieniło się w popiół.
W jego złotych oczach lśniła furia, pamiętał wszystkie z upojnych dni spędzonych wspólnie z lubą...
Westchnął, wiedział, że jego plan może się nie powieść, lecz zawsze warto próbować, prawda?
Akceptował skutki przegranej...ale rozumiał, że gdy stracił okazję, która może już się nie powtórzyć.Zacisnął dłoń w pięść.Musiał po prostu uważnie obserwować i czekać.Bo wiedza jest kluczem do sukcesu!

piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 4 - Miłość

120 lat wstecz w Gravity Falls przyszła na świat piękna dziewczynka, stało się to na leśnej polanie, pod Sosną.Jej narodzinom towarzyszył zachód słońca.Matka umarła tuż po porodzie, zapomniana przez resztę okrutnego świata.Osamotniła dziecko, było ono głodne i zziębnięte.Dołączyłoby do niej u bram zaświatów gdyby nie wysoki mężczyzna w złotym płaszczu, który dostrzegł w jej oczach urodę i mądrość.Zapragnął tej słodkiej, niezależnej kobiety, która miała sobie takie pokłady siły.Wziął ją na ręce, a ona wtuliła się w jego tors.
Poczuł przypływ ciepła, jego serce waliło jak młot.
Musiał znaleźć schronienie dla tej małej, bezbronnej kuleczki!
***
Minęło kilka godzin, a on wciąż szukał dla niej domu.Zobaczył jakąś chatkę dość blisko lasu.Zapukał do jej drewnianych drzwi i zostawił przed nimi noworodka owiniętego w jego złoty prochowiec.Na pożegnanie ucałował małą w czoło i...zniknął.
W powietrzu rozbrzmiały nieme słowa "Do zobaczenia...My Sweety".
***
Czas leciał szybko, dziewczynie nadano imię Alisha.Z upływem lat stawała się ona coraz bardziej bystra i ciekawa świata.Rosła także jej uroda.Kasztanowe włosy sięgające do gostek związane były w gruby warkocz, jej piwne oczy okalały długie rzęs, a usta były pełne i intensywnie różowe.
Piękno to za mało by ją opisać.
Gdy ukończyła lat siedemnaście zainteresowała się magią o której wiele słyszała.
Jednego ze słonecznych dni lata spacerowała po lesie, natrafiła tam na dziwnie znajomego mężczyznę.
-Przepraszam!Czy my już kiedyś nie mieliśmy przyjemności?-Podeszła do blondyna który wpatrywał się w nią swoim jedynym okiem.Było widać, że nie posiadał drugiego...jedynie pusty oczodół przysłonięty grzywką.
-Oczywiście, znamy się...Alisho Pieceheart.-Odrzekł podchodząc do szatynki i całując jej dłoń.
-Wybacz...ale ja nie znam twego imienia,Proszę mi zdradzić swe miano!-Prawie, że zażądała.
-Jeśli taka twa wola...Jaśniepani.Zdradzę tobie tajemnicę...i tylko tobie.Zwą mnie Bill Cipher.-Ukłonił się ściągając przed nią cylinder.
-Dość niecodzienny tytuł.-Przyznała, a ten roześmiał się zauroczony jej bezpośredniością.
-Racja.-Potwierdził.-Zaobserwowałem, żeś ciekawa tych lasów, jednak one nie są szczególnie pociągające.Mogę to zmienić, szczypta magii, a spełnią się twoje najskrytsze marzenia!-Rzekł uwodzicielskim tonem.
Coś w jego głosie pociągało młodą panienkę, jego barwa, głębokość...i to, że go rozpoznała.
Czuła emanujący od dwudziestolatka spokój, po dłuższej chwili zwróciła uwagę na jego ubiór.On był odziany w złoty frak, a...ona zniszczoną suknie.
-Przepraszam, że zawróciłam panu głowę, sir Cipher...-Spuściła wzrok.Ten uniósł delikatnie jej podbródek.Patrzyli sobie w oczy, ich serca wygrywały tą samą melodię...
Klatka piersiowa mężczyzny unosiła się i opadała w wolnym tempie.
-Nie przepraszaj, pragnę byś zauważała mnie częściej, My Lady.Od tak dawna mnie nie widzisz...-Szepnął zmieszanej Alishy do ucha.Czuła jego ciepły oddech na karku, odsunęła się lekko zmieszana.
Nigdy w życiu nie czuła czegoś tak przyjemnego.
-Powinnam już wrócić do domu, muszę opiekować się moim młodszym braciszkiem chorym na astmę...-Pisnęła, jej sopran zdawał się jeszcze wyższy.Zaczęła biec w stronę swojej chałupki.
-Więc do widzenia!Czekałem na ciebie tyle lat, zniosę jeszcze tych kilka chwil wyżerającej mą duszę samotności!-Odwróciła się by przez sekundę spojrzeć na Billa, lecz jego już tam nie było.
-Cóż za dziwny jegomość...-Mruknęła pod nosem i zwolniła tępa.
Najbardziej zagadkowy był sekret utraconego oka.Chciała go o nie zapytać, jednak uświadomiła sobie w porę, że to niezwykle niestosowne.
Matula zawsze jej powtarzała, iż męża wojaka nie winno się wypytywać o blizny bitewne, gdyż on może nie chcę pamiętać tamtych okrutnych chwil.
Było już późno, słońce schowało się za horyzontem, a księżyc wdarł na jego miejsce oświetlając swym bladym światłem Gravity Falls.
Młoda Pieceheart nie mogła zasnąć, rozmyślała o złotookim adoratorze, który obiecał jej ponowne spotkanie.
Rozmarzyła się o cudownej konwersacji na temat jego przygód.W końcu wyglądał na człowieka obeznanego z życiem.Było w nim coś co alarmowało ją, że jest niebezpieczny, ale ona kochała ten dreszcz emocji.
-Oh cicho, ty niepoprawna romantyczko!-Zbrukała sama siebie.Jak mogło jej choć przejść przez myśl, że on chciałby z nią rozmawiać?!To kolejny nadęty bogacz pokroju Northwestów, uważający się za lepszego od innych!Zgrywał dżentelmena, a gdy przyszło co do czego zwiał naśmiewając się z jej żmudnych nadziei...
Nie było nawet mowy o romansie...jednak wydawał się być całkiem miły i nie dał po sobie poznać łgarstwa.
Zegar wybił północ, za oknem huknęła sowa.Piwnooka wygrzebała się z łóżka i podeszła do okna, po czym otworzyła je na oścież.Odetchnęła świeżym powietrzem, gwiazdy świeciły tak jasno...jak małe słońca.Jej uwagę przykuł gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy...Był wyjątkowy.Pragnęła by ona lub jej potomkowie byli jego bliżej.Zasnęła oparta o parapet wpatrując się w noc.Nawet nie poczuła gdy ktoś wziął ją na ręce i zaniósł z powrotem do łoża by złoży na jej ustach krótki, acz namiętny pocałunek będący zapowiedzią jutrzejszego wschodu...