10.00 pm...Za chwilę grupa miała wyjeżdżać.
Dipper cieszył się na to spotkanie, do czasu gdy Stanek mu go zabronił.
"To już przesada!On nie dopadnie mnie tam!Będę ze znajomymi!", zaskamlał chłopiec.
"Niczego nie możemy być pewni!Koniec i kropka!Zostajesz w domu!", Głos jego Grunkle nie znał sprzeciwu.Mimo próśb dzieciaka nic się nie zmieniło.
-No dalej, Bro, Bro!Uśmiechnij się...nie jest tak źle!-Szturchnęła brata Mabel która właśnie miała zamiar wyjść.
-To głupie!Niby czemu tobie wolno iść, a mnie nie?I gdzie tu sprawiedliwość?-Bulwersował się.Był na prawdę wściekły, rozumiał, że Stan się o niego martwi, ale rujnowanie mu życia towarzyskiego to już zbyt wiele!
-Jakoś to będzie...-Starała się go pocieszyć bliźniaczka.Chciała odzyskać dawnego brata...zobaczyć jego uśmiech który ostatnio gdzieś zaginął...ten prawdziwy uśmiech, nie sztuczny.Musiała mu pomóc, uwolnić od samotności którą się otaczał, bo przecież to on odtrącał wszystkich dookoła gdy całe dnie poświęcał dziennikowi.Dziewczyna zaczęła pałać nienawiścią do tej książki, do tego co rozdzierało jej brata między wiedzą, a miłością i przyjaźnią.-Mam do ciebie pytanie...o czym rozmawiałeś z wujkiem?-Zagadnęła nagle.Młody Pines się tego nie spodziewał.
-My...rozmawialiśmy o moim śnie.W tej marze odwiedził mnie Bill.-Postanowił powiedzieć prawdę.
-Że niby co?!Bracie, czemu mi o tym nie powiedziałeś do jasnej tęczy?!-Jej źrenice rozszerzyły się.
-Czy ty powiedziałaś "Do jasnej tęczy"?-Zdziwił się.
-To nie jest teraz najważniejsze!Jak mogłeś mnie o tym nie poinformować?Czy ja się już dla ciebie w ogóle nie liczę?-W jej oczach zalśniły łzy.Piwnooki poczuł się głupio.Jak mógł być takim idiotą?Przytulił Shooting Star.
-Oczywiście, że się dla mnie liczysz!Powinnaś wiedzieć, że dla mnie jesteś najważniejsza!Boże!Przecież jesteś moją Sister!-Zaśmiał się.Ona po chwili też zachichotała.
-Następnym razem jak to coś cię będzie drażniło to masz ode mnie...
-Błagam tylko nie to...-Nie wierzył w to co zobaczył.
-Łaaaaapaaaaacz snóóóóow!-Wyciągnęła zza łóżka drewniany okrąg z wydrążonymi w środku wzorami i orlimi piórami powieszonymi u podstawy.-Będzie oczyszczał każdy twój koszmar!-pomachała mu talizmanem przed twarzą.
-Dzięki!-Wziął prezent i powiesił go nad poduszką."Może i to zabawka ale podarowana ze szczerego serca...", pomyślał.
Mabel musiała już biec do auta...
"Hej, a może tak wielki powrót Doktorka?", przeszło Dipperowi przez myśl.Musiał działać!Otworzył okno i chwycił rury z której zjechał kawałek w dół i skoczył na śmietnik z którego spokojnie mógł zejść na ziemię.Przy tej "operacji" wszyscy z grupy skandowali "Dr. Funtimes!".
Chłopak ukłonił się .
-Dip!Uciekłeś Stanowi?Respect!Ja bym się strachała!-Przyznała Wendy.
-Ach!Będzie okay, Grunkle nie jest taki zły...ale na wszelki wypadek spadajmy!-Zapakował się na tyły samochodu.
-Spodziewałam się tego...-Zarechotała bliźniaczka.
-Jestem aż tak przewidywalny?-Wydął usta.
-Nie, bliźniacza intuicja!
*
Droga minęła na rozmowie.
-Jesteś moim bratem, musimy o tym rozmawiać, przecież powinniśmy siebie pomagać!-Skarciła go.
Czemu on nie rozumiał, że jego siostrzyczka się martwi?I kocha go ponad własne życie...gdyby coś mu zagrażało...
-Jasne, jasne...!-Przerwał jej.-Mystery Twins?-Wystawił dłoń.
-Mystery Twins!-Przybiła z nim piątkę.
-Jesteśmy na miejscu ferajna!-Oznajmił Thompson.
Wszyscy wyskoczyli z jego vana.Teraz śmiejąc się i gadając na błahe tematy szli przed siebie.W przeciągu godziny zdążyli machnąć graffiti na ścianie jakiegoś sklepu i czmychnąć przed policją, co nie było takie trudne zważywszy na to, iż Szeryf i jego pomocnik są...lekko nieogarnięci("Lekko" jest wielkim nagięciem prawdy).
Młody Pines zatrzymał się pod księgarnią.
-Zaraz wracam!-Krzyknął do przyjaciół i wszedł do budynku.Całodobowy sklep z książkami...raj dla kogoś takiego jak on.
Miał tam zamówioną książkę o wierzeniach świata.
Pomieszczenie w którym się znalazł było ciemne, usiane regałami, a w powietrzu unosiły się koty kurzu.
-Witaj Dipper, Skarbie!-Powitała go ciepło podstarzała kasjerka.
-Dobry Wieczór Mrs. Kettle!-Odpowiedział jej z uśmiechem.-Przyszła już moja księga?-Zapytał opierając się o blat.
-Mhm, jest na zapleczu, skoczyć po nią?-Zaproponowała nie odrywając wzroku od swojej gazety."Tygodnik Gravity Falls", przeczytał chłopiec.Pewnie autorstwa Toby'ego Determined'a.Nic ciekawego.
-Nie trzeba!Sam po nią pójdę!
-Leży na półce drugiej od dołu!-Powiadomiła go starowinka.
-Bardzo dziękuje!-Pines pobiegł do pokoju obok i rozpoczął swoją "misję".Po kilku minutach odniósł zwycięstwo.Kartkował książkę, jego uwagę przykuł rozdział trzeci.Był poświęcony w całości zakonowi Iluminatów, których znakiem niegdyś była sowa Minerwy, lecz zmieniono ją na wszechwidzące oko Boga, "oko opatrzności".
-Boże, tylko nie to...-Dipper zasłonił usta dłonią.To coś wyglądało zupełnie jak ten parszywy Dream Daemon, który prześladował jego rodzinę i całe miasteczko...Szatynowi wydawało się, że piramida mrugnęła do niego.Zatrzasnął manuskrypt i schował za kamizelkę, po czym w błyskawicznym tempie i bez pożegnania opuścił księgarnie.Nie był świadom jednego, istotnego faktu.Mianowicie - że ktoś go obserwował.
W cieniu kryła się smukła sylwetka(Nie, to nie Slender...i tak oto popsułam wasze marzenia).
Nie można było zidentyfikować do kogo należała, jednak każdy z Was, Drodzy Czytelnicy mógłby się domyślić chociażby po fakcie, iż w tym nocnym krajobrazie światłem jarzyło się złote oko, a tuz pod nim mroził krew w żyłach psychopatyczny uśmiech kota z Cheshire rodem z horroru...
-Młody, biedny Little Pine Tree...jeszcze nie wiesz co cię czeka.Zgotuję na tej ziemi małe piekło, a ty będziesz obserwował, cieszył się i śmiał z tego!Razem to zrobimy Sosna, razem.Ja, ty i Shooting Star.-W zaułku rozbrzmiał jego chłodny, pozbawiony emocji śmiech.
*
-I jak?Masz już tą mito-mito-mitologię?-Skoczyła na brata Mabel.
-Jasne.-Odparł i obejmując ją ramieniem ruszył w stronę auta gdzie już na nich czekano z michą dymiącego "Co tak długo?".
Robbie i Tambry całowali się, piwnooki udał odruch wymiotny na co reszta grupy zachichotała.Może prócz Mabel która była w niebo wzięta, że tej parze się powodzi.
Bliźniaki wskoczyły do samochodu.Droga minęła szybko i w dość dobrym nastroju.Młody Pines mógł wreszcie zapomnieć o swoich zmartwieniach.
-Nara dzieciarnia!-Pomachali im nastolatkowie gdy byli przy Mystery Shack.
Rodzeństwo chciało się cichaczem wkraść do pokoju i udawać przed wujem, że grzecznie śpią.No przynajmniej Dipper.Bo to on w przeciwieństwie do Mabel miał zakaz wychodzenia.
Na ganku czekał już na nich Grunkle Stan.Dwunastolatek odskoczył jak poparzony gdy go zobaczył.
-Mała, co tak późno...?A z tobą jeszcze sobie rano porozmawiam!-Wskazał na bratanka.-Jest już prawie 2.00 am.-Zmarszczył brwi próbując odczytać godzinę na zegarku.
-Trochę się zasiedzieliśmy...-Przyznała zawstydzona dziewczyna łapiąc się za ramie.
Na powitanie wybiegła jej ukochana świnka.-Naboki!-Maniaczka swetrów straciła zainteresowanie całym światem i zaczęła przytulać zwierzaka który kwiczał i piszczał widocznie zaniepokojony zbyt entuzjastyczną reakcją właścicielki tarmoszącej go za pulchniutkie, jak to u świnki, policzki.
*
Gdy Mystery Twins leżeli już w łóżkach Dip wciąż myślał o słowach Billa.Chodziło mu o sen, a może spotkali się tej nocy...?Tyle, że to było nie możliwe!A jednak.Chłopak przypomniał sobie zdarzenie w księgarni.Zadręczony tymi wszystkimi pytaniami na które nie znał odpowiedzi, zaspany dzieciak nawet nie zauważył gdy całkowicie oddał się w objęcia Morfeusza.
Dopiero teraz mógł osiągnąć spokój, wiedział, ze ktoś go strzeże...że nie tylko on musi ją wspierać, bo jego sister też udzielała mu pomocy.Nad jego głową wciąż wisiał, niczym anioł stróż, ręcznie robiony łapacz snów...
***
No i już jest!Trzeci rozdział mojej, nie daj boże, powieści.
Mam nadzieje, że się wam spodobał.No, zaczyna się rozkręcać.Co ten Cipher szykuje?
wtorek, 30 czerwca 2015
Rozdział 1 - Zapowiedź
Była 14.00 pm, po wciśnięciu jakimś naiwniakom kitu i sprzedaniu im góry starych gratów, Stan postanowił się przejść.Przetarł chusteczką zakurzone okulary i powiadomił pracowników, że idzie, jak to się wyraził - "Na Poszukiwanie Nowych Atrakcji!"
Pierwszy kwadrans spaceru był spokojny, napotkał jedynie młodego centaura i parę gnomów ganiających za wiewiórkami w celu kradzieży orzechów, jednakże nic co mogłoby stanowić zagrożenie dla Starego Wygi.
W powietrzu czuł woń igliwia i wody rzecznej...no tak, niedaleko płynął strumień, właśnie tam skierował się mężczyzna.Po chwili wszystkie dźwięki dookoła zagłuszał szum pobliskiego wodogrzmotu.
Podróż mimo pozorów trwała dość długo, co nie było spowodowane wolnym chodem, a nieprzyjaznym ukształtowaniem terenu...Las usiany był pagórkami, mieszkały w nich różne stworzy więc trzeba je było omijać szerokim łukiem.
Jednakże dotarł do celu, to było najważniejsze!Mógł nacieszyć się widokiem tak pięknego krajobrazu.
Zdjął czapkę i podszedł do rzeki.Wilgotne powietrze zmierzwiło jego siwe włosy.
Odetchnął głęboko, zapach jarzębiny i malin komponował się wywołując uśmiech na twarzy sześćdziesięciolatka.
Pines usiadł na miękkim mchu, ten dzień był na prawdę idealny na spacer do lasu.Wreszcie mógł się oderwać od problemów, hałasu...mógł się zrelaksować obserwując czar natury.
Zawsze zastanawiało go czemu ten teren jest tak popularny wśród monstrów...Może dlatego, że był oderwany od reszty świata, że był czysty?Prawdopodobnie tak.
W końcu jego głowa opadła na ziemię, zapadł w sen z którego obudzić go miał jedynie cichy, szyderczy chichot należący do nikogo innego jak nie...
-Bill Cipher!-Warknął Stanek z pogardą, nad nim wisiał roześmiany blondyn bez prawego oka.
-Stary Pines!-Demon udał radość, jakby zobaczył starego, dobrego przyjaciela z którym nie rozmawiał twarzą w twarz przez wieki.
-Co ty tu robisz, potworze?!-Siwowłosy podniósł się z ziemi i splunął na buty przeciwnika.
-To śmieszne!Podobne pytanie zadał mi dziś twój bratanek!A jednak jesteście do siebie w pewnym stopniu podobni!-Rzekł pogodnym głosikiem niewiniątka Bill.
-Dipper?Zaglądałeś do jego snów?!Co żeś mu zrobił do cholery?!-Wydarł się wściekły mężczyzna chwytając za kołnierz Dream Daemona i podnosząc go z ziemi.Ten wciąż szczerzył kły, kopnął rozmówcę w splot słoneczny, a gdy ten opadł na ziemię walnął go laską w żebra.Ofiara krzyknęła z bólu, było to miodem na uszy demona.
-Zastanów się co robisz, nim zaczniesz działać, Starcze!W innym przypadku twa kara będzie sroga!Choć...wynagrodzę twoją śmieszną odwagę i udzielę odpowiedzi na to pytanie.-Poprawił muszkę i przeczesał dłonią gąszcz swoich złocistych włosów.-Odwiedziłem go we śnie, jednak nic mu nie zrobiłem, Shooting Star zbudziła go nim miałem okazje.Choć...kto wie co wydarzy się tej nocy?Tego nawet ja nie jestem pewien...-Przybrał swój psychopatyczny wyraz twarzy.
-Nie pozwolę ci zrobić mu krzywdy!Dopóki moje serce bije, a dusza jest złączona z ciałem dopóty ty nie dostaniesz Mabel i Dippera w swoje obślizgłe łapska!-Wysyczał Pines.
Bezoki zaśmiał się w swój upajający, choć psychiczny sposób.
-Sądzę, że nie masz tu nic do gadania!Przyszedłem do ciebie jedynie w celu rozerwania się, Stary Człowieku.Ta konwersacja niemal mnie rozbawiła, niemal.Nawet gdybyś miał ze mną jakieś szanse, nie dałbym ci wygrać!Nie w tej sytuacji!Mam plany co do Little Pine Tree i jego siostrzyczki...Wielkie plany!Oni są jedynym co może mi przeszkodzić...i jedynym co mi pomoże.-Przemówienie zakończył ściszonym głosem.
-Jeśli spadnie choć jeden włos z ich główek zgładzę cię...Żadna magia ci nie pomoże!Nawet moc boska!Rozumiesz to, śmieciu?!Nawet nie licz na spotkanie z Dipperem!-Groził, lecz Cipher go ignorował.
-Jeszcze się przekonamy Stanford...-Przekrzywił głowę i dodał szybko.-Do tego czasu...I'll Watch You!-Mignęło złote światło...i jego już nie było.Zostało tylko złe wspomnienie.
Stanowi ledwo udało się wstać, chwiejnym krokiem dotarł do najbliższego drzewa i oparł się o nie...Co mógł zrobić w takiej sytuacji?Pragnął ochronić bliźniaki ale był tylko człowiekiem...
-Może i jesteś istotą ludzką...lecz masz dziennik...siłę...pamiętaj.-Zmotywował sam siebie.
Podróż do Mystery Shack zdawała się ciągnąć w nieskończoność.
Gdy się skończyła przywitały go dzieciaki.
-Grunkle Stan?!Co ci się stało?-Pisnęła przerażona stanem wuja dwunastolatka.
-Ech!Nie róbcie z tego powodu afery!Tylko się przewróciłem!-Skłamał, po czym zaśmiał się nerwowo.-Już nie to samo ciało co niegdyś!-Spojrzał na zdziwione rodzeństwo.-A wy co huncwoty?-Objął bratanków ramieniem.-Mabel, Słońce.Chciałbym porozmawiać z twoim bratem, dobrze?-Wydusił w końcu.Ci zdziwili się, że jest tak miły.Co mogło się stać?
-Um, jasne...-Odrzekła gładząc sweter.Weszła do Chaty, Dipper i Stanford zostali na ganku.
-Więęęc, o czym chciałeś porozmawiać?-Lekko zakłopotany szatyn podrapał się po głowie.
-Chciałbym byś opowiedział mi o swoim śnie.-Starszy człowiek położył dłonie na ramionach piwnookiego.Ten przeraził się.Skąd Stanek mógł wiedzieć o jego koszmarze?Nikomu o nim nie wspominał!Nawet Mabel!
-Ja-ja-jak ty?-Zaczął się trząść z nerwów.
-Spotkałem dzisiaj tego...obrzydliwego potwora!Powiedział mi, ale nie wtajemniczył w szczegóły.Miałem nadzieję, że choć ty mnie oświecisz.Posłuchaj, to bardzo ważne!Może od tego zależeć życie, nie tylko twoje...ale i wszystkich ludzi.-Ścisnął chłopca mocniej.
-B-byłem w Dreamscape...widziałem moje pierwsze spotkanie z Cipherem...wtedy on na prawdę się zjawił.Zapytałem co robi w mojej głowie, on odparł, że chciał konwersacji...objął mnie i szepnął, że moja dusza jest niewinna i to dlatego tam jest.Wtedy Sister mnie obudziła...-Zarumienił się.-Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że on był w ludzkiej formie...Wyglądał jak prawdziwy człowiek!To na prawdę mnie zdezorientowało...-Skończył mówić.Wstydził się, że nie umiał nic poradzić, że siostra wyciągnęła go z tarapatów.To on powinien ją chronić, nie na odwrót.
-Myślę, że on chcę zrobić coś niewyobrażalnie złego...Trzeba na niego uważać.Dipper, bądź ostrożny...bo jeśli coś się wam stanie nigdy sobie tego nie wybaczę!rozumiesz mnie?Powiedz, ze rozumiesz!-Spoważniał jeszcze bardziej.
-Dobrze, rozumiem cię...-Dwunastolatek poprawi swoją niebiesko-białą czapkę.Jego wuj odetchnął z ulgą.
-Nie pozwolę by on nas skrzywdził, by skrzywdził kogokolwiek!-Przyrzekł dzieciak patrząc w twarz Grunkle Stana.
-Dziękuję, ze mi zaufałeś, Młody!A teraz do roboty!Pieniądze same się nie zarobią!-Zawołał.
-Eh...a już myślałem, że choć na chwilę przestanie myśleć o hajsie...-Zaśmiał się sam do siebie młody Pines.Jednak wiedział, ze sytuacja jest napięta, szykowało się coś wielkiego.Dzięki pracy mógł choć na chwilę zapomnieć o tym i się zrelaksować.A wieczorem jechał z Wendy na miasto...raczej z Wendy i ekipą...
*
Kolejny rozdział opowiadania, co miał na myśli Bill twierdząc, że bliźniaki mogą mu pomóc?Czy apokalipsa nadchodzi?Przekonamy się...
Pierwszy kwadrans spaceru był spokojny, napotkał jedynie młodego centaura i parę gnomów ganiających za wiewiórkami w celu kradzieży orzechów, jednakże nic co mogłoby stanowić zagrożenie dla Starego Wygi.
W powietrzu czuł woń igliwia i wody rzecznej...no tak, niedaleko płynął strumień, właśnie tam skierował się mężczyzna.Po chwili wszystkie dźwięki dookoła zagłuszał szum pobliskiego wodogrzmotu.
Podróż mimo pozorów trwała dość długo, co nie było spowodowane wolnym chodem, a nieprzyjaznym ukształtowaniem terenu...Las usiany był pagórkami, mieszkały w nich różne stworzy więc trzeba je było omijać szerokim łukiem.
Jednakże dotarł do celu, to było najważniejsze!Mógł nacieszyć się widokiem tak pięknego krajobrazu.
Zdjął czapkę i podszedł do rzeki.Wilgotne powietrze zmierzwiło jego siwe włosy.
Odetchnął głęboko, zapach jarzębiny i malin komponował się wywołując uśmiech na twarzy sześćdziesięciolatka.
Pines usiadł na miękkim mchu, ten dzień był na prawdę idealny na spacer do lasu.Wreszcie mógł się oderwać od problemów, hałasu...mógł się zrelaksować obserwując czar natury.
Zawsze zastanawiało go czemu ten teren jest tak popularny wśród monstrów...Może dlatego, że był oderwany od reszty świata, że był czysty?Prawdopodobnie tak.
W końcu jego głowa opadła na ziemię, zapadł w sen z którego obudzić go miał jedynie cichy, szyderczy chichot należący do nikogo innego jak nie...
-Bill Cipher!-Warknął Stanek z pogardą, nad nim wisiał roześmiany blondyn bez prawego oka.
-Stary Pines!-Demon udał radość, jakby zobaczył starego, dobrego przyjaciela z którym nie rozmawiał twarzą w twarz przez wieki.
-Co ty tu robisz, potworze?!-Siwowłosy podniósł się z ziemi i splunął na buty przeciwnika.
-To śmieszne!Podobne pytanie zadał mi dziś twój bratanek!A jednak jesteście do siebie w pewnym stopniu podobni!-Rzekł pogodnym głosikiem niewiniątka Bill.
-Dipper?Zaglądałeś do jego snów?!Co żeś mu zrobił do cholery?!-Wydarł się wściekły mężczyzna chwytając za kołnierz Dream Daemona i podnosząc go z ziemi.Ten wciąż szczerzył kły, kopnął rozmówcę w splot słoneczny, a gdy ten opadł na ziemię walnął go laską w żebra.Ofiara krzyknęła z bólu, było to miodem na uszy demona.
-Zastanów się co robisz, nim zaczniesz działać, Starcze!W innym przypadku twa kara będzie sroga!Choć...wynagrodzę twoją śmieszną odwagę i udzielę odpowiedzi na to pytanie.-Poprawił muszkę i przeczesał dłonią gąszcz swoich złocistych włosów.-Odwiedziłem go we śnie, jednak nic mu nie zrobiłem, Shooting Star zbudziła go nim miałem okazje.Choć...kto wie co wydarzy się tej nocy?Tego nawet ja nie jestem pewien...-Przybrał swój psychopatyczny wyraz twarzy.
-Nie pozwolę ci zrobić mu krzywdy!Dopóki moje serce bije, a dusza jest złączona z ciałem dopóty ty nie dostaniesz Mabel i Dippera w swoje obślizgłe łapska!-Wysyczał Pines.
Bezoki zaśmiał się w swój upajający, choć psychiczny sposób.
-Sądzę, że nie masz tu nic do gadania!Przyszedłem do ciebie jedynie w celu rozerwania się, Stary Człowieku.Ta konwersacja niemal mnie rozbawiła, niemal.Nawet gdybyś miał ze mną jakieś szanse, nie dałbym ci wygrać!Nie w tej sytuacji!Mam plany co do Little Pine Tree i jego siostrzyczki...Wielkie plany!Oni są jedynym co może mi przeszkodzić...i jedynym co mi pomoże.-Przemówienie zakończył ściszonym głosem.
-Jeśli spadnie choć jeden włos z ich główek zgładzę cię...Żadna magia ci nie pomoże!Nawet moc boska!Rozumiesz to, śmieciu?!Nawet nie licz na spotkanie z Dipperem!-Groził, lecz Cipher go ignorował.
-Jeszcze się przekonamy Stanford...-Przekrzywił głowę i dodał szybko.-Do tego czasu...I'll Watch You!-Mignęło złote światło...i jego już nie było.Zostało tylko złe wspomnienie.
Stanowi ledwo udało się wstać, chwiejnym krokiem dotarł do najbliższego drzewa i oparł się o nie...Co mógł zrobić w takiej sytuacji?Pragnął ochronić bliźniaki ale był tylko człowiekiem...
-Może i jesteś istotą ludzką...lecz masz dziennik...siłę...pamiętaj.-Zmotywował sam siebie.
Podróż do Mystery Shack zdawała się ciągnąć w nieskończoność.
Gdy się skończyła przywitały go dzieciaki.
-Grunkle Stan?!Co ci się stało?-Pisnęła przerażona stanem wuja dwunastolatka.
-Ech!Nie róbcie z tego powodu afery!Tylko się przewróciłem!-Skłamał, po czym zaśmiał się nerwowo.-Już nie to samo ciało co niegdyś!-Spojrzał na zdziwione rodzeństwo.-A wy co huncwoty?-Objął bratanków ramieniem.-Mabel, Słońce.Chciałbym porozmawiać z twoim bratem, dobrze?-Wydusił w końcu.Ci zdziwili się, że jest tak miły.Co mogło się stać?
-Um, jasne...-Odrzekła gładząc sweter.Weszła do Chaty, Dipper i Stanford zostali na ganku.
-Więęęc, o czym chciałeś porozmawiać?-Lekko zakłopotany szatyn podrapał się po głowie.
-Chciałbym byś opowiedział mi o swoim śnie.-Starszy człowiek położył dłonie na ramionach piwnookiego.Ten przeraził się.Skąd Stanek mógł wiedzieć o jego koszmarze?Nikomu o nim nie wspominał!Nawet Mabel!
-Ja-ja-jak ty?-Zaczął się trząść z nerwów.
-Spotkałem dzisiaj tego...obrzydliwego potwora!Powiedział mi, ale nie wtajemniczył w szczegóły.Miałem nadzieję, że choć ty mnie oświecisz.Posłuchaj, to bardzo ważne!Może od tego zależeć życie, nie tylko twoje...ale i wszystkich ludzi.-Ścisnął chłopca mocniej.
-B-byłem w Dreamscape...widziałem moje pierwsze spotkanie z Cipherem...wtedy on na prawdę się zjawił.Zapytałem co robi w mojej głowie, on odparł, że chciał konwersacji...objął mnie i szepnął, że moja dusza jest niewinna i to dlatego tam jest.Wtedy Sister mnie obudziła...-Zarumienił się.-Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że on był w ludzkiej formie...Wyglądał jak prawdziwy człowiek!To na prawdę mnie zdezorientowało...-Skończył mówić.Wstydził się, że nie umiał nic poradzić, że siostra wyciągnęła go z tarapatów.To on powinien ją chronić, nie na odwrót.
-Myślę, że on chcę zrobić coś niewyobrażalnie złego...Trzeba na niego uważać.Dipper, bądź ostrożny...bo jeśli coś się wam stanie nigdy sobie tego nie wybaczę!rozumiesz mnie?Powiedz, ze rozumiesz!-Spoważniał jeszcze bardziej.
-Dobrze, rozumiem cię...-Dwunastolatek poprawi swoją niebiesko-białą czapkę.Jego wuj odetchnął z ulgą.
-Nie pozwolę by on nas skrzywdził, by skrzywdził kogokolwiek!-Przyrzekł dzieciak patrząc w twarz Grunkle Stana.
-Dziękuję, ze mi zaufałeś, Młody!A teraz do roboty!Pieniądze same się nie zarobią!-Zawołał.
-Eh...a już myślałem, że choć na chwilę przestanie myśleć o hajsie...-Zaśmiał się sam do siebie młody Pines.Jednak wiedział, ze sytuacja jest napięta, szykowało się coś wielkiego.Dzięki pracy mógł choć na chwilę zapomnieć o tym i się zrelaksować.A wieczorem jechał z Wendy na miasto...raczej z Wendy i ekipą...
*
Kolejny rozdział opowiadania, co miał na myśli Bill twierdząc, że bliźniaki mogą mu pomóc?Czy apokalipsa nadchodzi?Przekonamy się...
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Prolog - To Dopiero Początek Koszmaru!
Chłopak żuł ołówek wpatrując się w szkic przedstawiony na jednej z
pożółkłych ze starości kart dziennika.Rysunek przedstawiał dobrze znaną
mu postać, dobrze znaną i znienawidzoną.Demona który miał zamiar
zniszczyć wszystko co dla dwunastolatka najcenniejsze.
Ten ziewnął przetarłszy oczy.Było już po drugiej w nocy, a on skulony pod kocem świecił latarką w stronę książki.Łagodnie mówiąc było to dość nietypowe zachowanie.
-Bro, Bro...-Usłyszał i wyrwał się spod kołdry by zerknąć na siostrę.Książka spadła na podłogę, huknęła w zderzeniu w drewnianą belką.Zgasił światło i podniósł ją.
-Tak Sister?-Spytał zaspanym głosem.
-...idź już spać...-Wysepleniła chowając twarz w poduszkę.
-Mhm...-Tylko tyle był w stanie wydusić, jego powieki opadły, a on oddał się całkowicie w objęcia Morfeusza.Obudził się w starym budynku którego ściany były wypłowiałe, wręcz szare...z resztą tak jak cała reszta.Szatyn był już w tym miejscu, raz i to nie swoim....lecz zapadło mu to głęboko w pamięci.Ale teraz...czemu akurat tej nocy się tutaj znalazł?W dreamscape...?
-Halo?!-Zawołał choć wiedział, że to nie możliwe by ktoś udzielił mu odpowiedzi.Mógł się jednak łudzić nadzieją, bo co innego mu pozostało?
Po kilku minutach daremnych poszukiwań pomocy postanowił odwiedzić własne wspomnienia.
Otworzył jedne z wielu par drzwi i zbladł.Ujrzał scenkę w której po raz pierwszy zobaczył Billa.Ohydny obraz bestii za pomocą telekinezy wyrywającej żywcem zęby łani.Piwnooki mimowolnie się wzdrygnął.
-Moim zdaniem to przekomiczne!-Znajomy głos zmroził mu krew w żyłach.Cofnął się o kilka kroków i wpadł na kogoś.Odwrócił się.Przed nim stał wysoki mężczyzna w eleganckim ubraniu składającym się z czarnych, obcisłych spodni, koszuli tego samego koloru oraz złotej marynarki.Nad jego głową lewitował mały cylinder, a szyję zdobiła muszka.Około dwudziestoparoletni blondyn poprawił opaskę spoczywającą na prawym oku i powoli zbliżał się do dzieciaka którego twarz wykrzywiona była w grymasie przerażenia.
Dream Daemon nie miał powodu do obaw, uśmiechając się niczym kot z Cheshire brnął na przód, powoli...nie chcąc stracić ani jednej, cennej sekundy obserwacji.Buty na męskim obcasie sprawiały, że było słychać każdy krok.
-T-t-to na prawdę ty?-Wyjąkał Dipper zdziwiony niecodziennym wyglądem swojego wroga.
-A kim innym mógłbym być, Little Pine Tree?-Złotooki był już na prawdę blisko.Jego obecność przyprawiała Pines'a o dreszcze.-Twoja mina jest bezcenna...-Dodał świdrując go wzrokiem.
-Czemu tu jesteś?!WYNOŚ SIĘ!-Warknął chłopiec.
-Jesteś taki nie uprzejmy!Przyszedłem tu w gości...Chcę tylko...-Dotknął dłonią policzka nastolatka.-spotkać się z tobą i porozmawiać.-Druga ręka blondyna spoczywała na lewej łopatce dwunastolatka który przełknął ślinę.Czy to są jego ostatnie sekundy?
-Co ty robisz?!-Pisnął jak mysz, co spowodowało wybuch śmiechu u Ciphera.
-Jesteś rozkoszny, Młody...twoja dusza jest tak niewinna...-Bill oblizał wargi.-Właśnie w tym celu się z tobą spotykam.-Mruknął mu do ucha i zjechał lewicą niżej wbijając w ciało wyrywającej się ofiary szpony.-Spokojnie, Sosna...-Jego głos wydawał się być nieludzki.
-Zostaw mnie!-Załkał Szatyn mrożąc oczy.
-Co jest?Bro, Bro!Obudź się!-Poczuł, że ktoś nim potrząsa.Jego powieki wystrzeliły w górę.Zobaczył nad sobą Mabel.
-Sister?!-Odruchowo przytulił bliźniaczkę, która uspokajająco poklepała go po plecach.
-Dippy!Twoje oczy są przekrwione!Płakałeś?Ten sen był, aż tak okropny?!-Zasypała go gradem pytań.
-Nie pamiętam...-Skłamał.Nie chciał nikomu o tym mówić, to przecież był tylko sen...raczej koszmar.
-Oh...Okay!-Dziewczyna lekko się zawiodła.Miała nadzieję na "zabawę w terapeutkę".
-Tak w ogóle jesteś już na nogach?Która godzina?-Zmienił temat jej brat.
-Nooo...jest już 9.00 am...-Wytłumaczyła.
-Co?Czemu mnie nie obudziłaś?!-Dwunastolatek złapał się za głowę.Był pewien, że Grunkle Stan go zabije!
-Próbowałam, ale się nie dało.-Westchnęła ciężko poprawiając błękitny sweter ze szczeniaczkiem.
-Um, dobrze.Przepraszam, że na ciebie nawrzeszczałem.-Uśmiechnął się łagodnie i poklepał siostrzyczkę po ramieniu.-Eh, powiedz Stankowi, że zaraz zejdę na dół.-Dodał szybko.Dziewczyna kiwnęła głową i podreptała do wuja.
Gdy został zam, młody Pines miał niemiłe wrażenie, że ktoś go obserwuje.Ubrał się i poszedł do toalety.Przeczesał włosy, po czym umył zęby.
*
Schodził po schodach starając się nie myśleć o przedziwnym koszmarze.Jego twarz zrobiła się lekko różowa na to wspomnienie.Dotknął policzka na którym wciąż czuł dłoń Billa, przez jego głowę przeleciała myśl, że to jednak nie był sen.
"Bzdura!To nie możliwe!Ta mara była jedynie kolejnym wytworem mojej chorej wyobraźni...", wyśmiał sam siebie.
-Hej, Dipper!-Zawołała rudowłosa dziewczyna.
-Wendy!-Szatyn wyraźnie ucieszył się na widok piętnastolatki w której był zakochany na zabój.W jej towarzystwie zawsze oddychał szybciej, a serce waliło jak szalone.
Uśmiechnął się szeroko.
-Co tam, czemu cię wcześniej nie było?Bez ciebie wiało nudą, Młody!-Przybili sobie piątkę.
-Wszystko okay, tylko zaspałem.-Wyjaśnił szybko.
-Planujemy dziś wyskoczyć na miasto z ekipą, zabierasz się z nami?-Zaproponowała.
-Z tobą, znaczy z wami...zawsze!-Był lekko zakłopotany.
-Heh!To super!Powiadomię resztę!-Złapała telefon i zaczęła sms'ować.Po krótkiej chwili poczochrała kumpla po głowie.-Już!Wszyscy się cieszą, że idziesz z nami...no...Robbie tak średnio ale jest dobrze.Twoja sistra oczywiście też będzie!-Usiadła na blacie.
Oczy Pinesa powędrowały ku oknie.Miał wrażenie, że ktoś za nim stoi.
"Do zobaczenia wieczorem...Little Pine Tree", przeczytał niewyraźny napis na szybie.Przeszedł go lodowaty dreszcz.
"Nie, nie i jeszcze raz nie!To irracjonalne!", przeszło mu przez myśl...ale, czy w tym miasteczku wszystko takie nie jest?
***
Hej, Ludu! ^^"
Wiem, że opowiadanie jest kiepskie ale proszę o zrozumienie.To moje pierwsze.Mam nadzieję, że się wam spodobało.Postaram się dodawać rozdziały regularnie.Z góry przepraszam za wszystkie błędy.
Do następnego!
Bipper z wami!
Ten ziewnął przetarłszy oczy.Było już po drugiej w nocy, a on skulony pod kocem świecił latarką w stronę książki.Łagodnie mówiąc było to dość nietypowe zachowanie.
-Bro, Bro...-Usłyszał i wyrwał się spod kołdry by zerknąć na siostrę.Książka spadła na podłogę, huknęła w zderzeniu w drewnianą belką.Zgasił światło i podniósł ją.
-Tak Sister?-Spytał zaspanym głosem.
-...idź już spać...-Wysepleniła chowając twarz w poduszkę.
-Mhm...-Tylko tyle był w stanie wydusić, jego powieki opadły, a on oddał się całkowicie w objęcia Morfeusza.Obudził się w starym budynku którego ściany były wypłowiałe, wręcz szare...z resztą tak jak cała reszta.Szatyn był już w tym miejscu, raz i to nie swoim....lecz zapadło mu to głęboko w pamięci.Ale teraz...czemu akurat tej nocy się tutaj znalazł?W dreamscape...?
-Halo?!-Zawołał choć wiedział, że to nie możliwe by ktoś udzielił mu odpowiedzi.Mógł się jednak łudzić nadzieją, bo co innego mu pozostało?
Po kilku minutach daremnych poszukiwań pomocy postanowił odwiedzić własne wspomnienia.
Otworzył jedne z wielu par drzwi i zbladł.Ujrzał scenkę w której po raz pierwszy zobaczył Billa.Ohydny obraz bestii za pomocą telekinezy wyrywającej żywcem zęby łani.Piwnooki mimowolnie się wzdrygnął.
-Moim zdaniem to przekomiczne!-Znajomy głos zmroził mu krew w żyłach.Cofnął się o kilka kroków i wpadł na kogoś.Odwrócił się.Przed nim stał wysoki mężczyzna w eleganckim ubraniu składającym się z czarnych, obcisłych spodni, koszuli tego samego koloru oraz złotej marynarki.Nad jego głową lewitował mały cylinder, a szyję zdobiła muszka.Około dwudziestoparoletni blondyn poprawił opaskę spoczywającą na prawym oku i powoli zbliżał się do dzieciaka którego twarz wykrzywiona była w grymasie przerażenia.
Dream Daemon nie miał powodu do obaw, uśmiechając się niczym kot z Cheshire brnął na przód, powoli...nie chcąc stracić ani jednej, cennej sekundy obserwacji.Buty na męskim obcasie sprawiały, że było słychać każdy krok.
-T-t-to na prawdę ty?-Wyjąkał Dipper zdziwiony niecodziennym wyglądem swojego wroga.
-A kim innym mógłbym być, Little Pine Tree?-Złotooki był już na prawdę blisko.Jego obecność przyprawiała Pines'a o dreszcze.-Twoja mina jest bezcenna...-Dodał świdrując go wzrokiem.
-Czemu tu jesteś?!WYNOŚ SIĘ!-Warknął chłopiec.
-Jesteś taki nie uprzejmy!Przyszedłem tu w gości...Chcę tylko...-Dotknął dłonią policzka nastolatka.-spotkać się z tobą i porozmawiać.-Druga ręka blondyna spoczywała na lewej łopatce dwunastolatka który przełknął ślinę.Czy to są jego ostatnie sekundy?
-Co ty robisz?!-Pisnął jak mysz, co spowodowało wybuch śmiechu u Ciphera.
-Jesteś rozkoszny, Młody...twoja dusza jest tak niewinna...-Bill oblizał wargi.-Właśnie w tym celu się z tobą spotykam.-Mruknął mu do ucha i zjechał lewicą niżej wbijając w ciało wyrywającej się ofiary szpony.-Spokojnie, Sosna...-Jego głos wydawał się być nieludzki.
-Zostaw mnie!-Załkał Szatyn mrożąc oczy.
-Co jest?Bro, Bro!Obudź się!-Poczuł, że ktoś nim potrząsa.Jego powieki wystrzeliły w górę.Zobaczył nad sobą Mabel.
-Sister?!-Odruchowo przytulił bliźniaczkę, która uspokajająco poklepała go po plecach.
-Dippy!Twoje oczy są przekrwione!Płakałeś?Ten sen był, aż tak okropny?!-Zasypała go gradem pytań.
-Nie pamiętam...-Skłamał.Nie chciał nikomu o tym mówić, to przecież był tylko sen...raczej koszmar.
-Oh...Okay!-Dziewczyna lekko się zawiodła.Miała nadzieję na "zabawę w terapeutkę".
-Tak w ogóle jesteś już na nogach?Która godzina?-Zmienił temat jej brat.
-Nooo...jest już 9.00 am...-Wytłumaczyła.
-Co?Czemu mnie nie obudziłaś?!-Dwunastolatek złapał się za głowę.Był pewien, że Grunkle Stan go zabije!
-Próbowałam, ale się nie dało.-Westchnęła ciężko poprawiając błękitny sweter ze szczeniaczkiem.
-Um, dobrze.Przepraszam, że na ciebie nawrzeszczałem.-Uśmiechnął się łagodnie i poklepał siostrzyczkę po ramieniu.-Eh, powiedz Stankowi, że zaraz zejdę na dół.-Dodał szybko.Dziewczyna kiwnęła głową i podreptała do wuja.
Gdy został zam, młody Pines miał niemiłe wrażenie, że ktoś go obserwuje.Ubrał się i poszedł do toalety.Przeczesał włosy, po czym umył zęby.
*
Schodził po schodach starając się nie myśleć o przedziwnym koszmarze.Jego twarz zrobiła się lekko różowa na to wspomnienie.Dotknął policzka na którym wciąż czuł dłoń Billa, przez jego głowę przeleciała myśl, że to jednak nie był sen.
"Bzdura!To nie możliwe!Ta mara była jedynie kolejnym wytworem mojej chorej wyobraźni...", wyśmiał sam siebie.
-Hej, Dipper!-Zawołała rudowłosa dziewczyna.
-Wendy!-Szatyn wyraźnie ucieszył się na widok piętnastolatki w której był zakochany na zabój.W jej towarzystwie zawsze oddychał szybciej, a serce waliło jak szalone.
Uśmiechnął się szeroko.
-Co tam, czemu cię wcześniej nie było?Bez ciebie wiało nudą, Młody!-Przybili sobie piątkę.
-Wszystko okay, tylko zaspałem.-Wyjaśnił szybko.
-Planujemy dziś wyskoczyć na miasto z ekipą, zabierasz się z nami?-Zaproponowała.
-Z tobą, znaczy z wami...zawsze!-Był lekko zakłopotany.
-Heh!To super!Powiadomię resztę!-Złapała telefon i zaczęła sms'ować.Po krótkiej chwili poczochrała kumpla po głowie.-Już!Wszyscy się cieszą, że idziesz z nami...no...Robbie tak średnio ale jest dobrze.Twoja sistra oczywiście też będzie!-Usiadła na blacie.
Oczy Pinesa powędrowały ku oknie.Miał wrażenie, że ktoś za nim stoi.
"Do zobaczenia wieczorem...Little Pine Tree", przeczytał niewyraźny napis na szybie.Przeszedł go lodowaty dreszcz.
"Nie, nie i jeszcze raz nie!To irracjonalne!", przeszło mu przez myśl...ale, czy w tym miasteczku wszystko takie nie jest?
***
Hej, Ludu! ^^"
Wiem, że opowiadanie jest kiepskie ale proszę o zrozumienie.To moje pierwsze.Mam nadzieję, że się wam spodobało.Postaram się dodawać rozdziały regularnie.Z góry przepraszam za wszystkie błędy.
Do następnego!
Bipper z wami!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
